Cięższe brzmienia podczas lat osiemdziesiątych reprezentuje chociażby Back In Black AC/DC, z niezapomnianym Hells Bells, pierwszy studyjny album Iron Maiden, nikogo innego jak właśnie Iron Maiden. Nietaktem byłoby również pominięcie albumu wydanego w 1986 roku – Master Of Puppets Metaliki  czy wydanego w tym samym roku Reign In Blood Slayera. Jak widać wielbiciele heavy, czy thrash metalu nie mogli narzekać na nudę. Mimo wszystko jednak, lata osiemdziesiąte to czas panowania przede wszystkim punk rocka i ska. Pisząc o tych pierwszych wystarczy wspomnieć Combat Rock The Clash z przebojem Should I stay Or Should I Go, czy album Pleasant Dreams Ramones. Z kolei Ska to królestwo, panujących ówcześnie Madness i The Specials. Pisać o muzyce lat osiemdziesiątych można dużo, bo to co się wtedy działo na scenie muzycznej, zespoły, które powstawały, czy albumy, będące wówczas wydawane, często są zaliczane do najlepszych w dziejach muzyki.
Co mnie ostatnio zainteresowało, to motyw szczególny muzyki lat osiemdziesiątych – syntezatory, czy wszystkie elektroniczne urządzenia, którymi się bawiono. Przez rozpowszechnianie tych automatów, powstał nawet specjalny, nie tyle co gatunek, ale podgatunek muzyki pop – synth pop. Często nie jest on doceniany współcześnie, nawet czasem można spotkać się z określeniami,  jakoby jest to „ciemny okres” muzyki. A szkoda, bo to naprawdę cecha charakterystyczna 80s. I o ile synth popowe zespoły nie wpłynęły tak bardzo na historię muzyki, jak grupy, które wymieniłam powyżej to wciąż istnieją artyści inspirujący się właśnie nimi i co jak co, ale warto je znać, bo nawet, jeżeli to „tylko” pop, to naprawdę na wysokim poziomie, który zasługuje na ciut więcej, niż tylko zapamiętania, jako złote przeboje.
Czym tak właściwie jest synth pop? To nic innego, jak zwyczajna muzyka popularna („pop”), której twórcy postanowili trochę bardziej pobawić się syntezatorami, automatami perkusyjnymi czy całą gamą elektronicznych eksperymentów. Oczywiście nie można zarzucić synth popom szczególnej ambicji tekstów, ale przecież, każdy zespół ma na swoim koncie przynajmniej kilka kawałków o miłości. Już coś zgrzyta w pamięci, o jakie zespoły mi chodzi? Jeżeli tak to super, jeżeli nie, to poniżej kilka kapel, które polecam sobie przypomnieć lub po prostu posłuchać.
Oczywiście, mogłabym tu rozpisywać się nad najbardziej znanym zespołem, reprezentującym synth pop, Depeche Mode, tylko po co? Panowie z Basildon powstali w 1980 roku i do tej pory utrzymują wysoką pozycję, jeżeli chodzi o brytyjskie zespoły. Walking In My Shoes, Wrong, czy Precious są znane każdemu. Jednak chciałabym napisać tu o zespołach, które całkowicie zagłębiły się w brzmieniu synth popowym i na zawsze pozostały wierne brzmieniu syntezatorów. Dwa pierwsze, mniej znane niż Depeche Mode, jednak z opisywanego przeze mnie nurtu, uznawane za te, które odniosły największy komercyjny sukces. Mowa o Duran Duran i Tears For Fears. Pierwsi sprzedali ponad 70 milionów płyt, a ich utwory obiegły cały świat. Drudzy, mniej popularni, jednak, gdy przypomnę utwory takie jak Everybody Wants To Rule The World, Shout, czy Sowing The Seeds Of Love, założę się, że wielu z was umysł się rozjaśnił i na bank przypomnieliście sobie ten angielski duet.  Następnie Soft Cell. Kapela założona w 1980 roku w Leeds, zasłynęła głównie dzięki przebojowi Tainted Love, muszę jednak przyznać, iż osobiście trochę nad tym cierpię, bo zdecydowanie bardziej ulubiłam sobie Bedsitter czy Where Did Our Love Go?. Ostatni, jednak równie ważny, to Eurythmics, z Annie Lennox na czele, czyli autorzy nieśmiertelnego hitu, coverowanego chyba już z milion razy – Sweet Dreams (are made of this).
Przyznaję, że z reguły reprezentanci synth popu nie piszą ambitnych piosenek, tematyka miłosna zdecydowanie im wystarcza. Dodatkowo często są to zespoły jednego przeboju. Są jednak, o ile mogę targnąć się na to stwierdzenie, praktycznie ojcami New romantic i New wave. Poza tym, każdy ze „złotych hitów” lat osiemdziesiątych, to  przedstawiciele, tego, co jak co, niezapomnianego okresu w muzyce. I przyznam szczerze, czasem miło usiąść i posłuchać, tych niezbyt głębokich kawałków, dla samego faktu posłuchania muzyki i tego charakterystycznego brzmienia syntezatorów …