Ta muzyka jest dla mnie magiczna, jest wszystkim, czym muzyka być powinna. Niestety większość moich kolegów nie podzielała tego zdania i miałem przez to wiele problemów. Był nawet okres, że nienawidziłem mojego ojca za to, że nauczył mnie bluesa słuchać. Oj tak, miałem do niego za to wielki żal. Ale z drugiej strony nie wyobrażałem sobie, żebym miał odczuwać radość z muzyki, której słuchali inni w około. Rap, techno, hip hop... to nie było dla mnie. Ojciec powoli otwierał przede mną kolejne drzwi tego gatunku. Zaczął od Ten Years After i The Allman Brothers Band, później pokazał mi Rory Gallaghera i Taste, a na koniec kolebkę bluesa z delty Missisipi. Nie istniała dla mnie inna muzyka. Dopiero z czasem pogłębiałem swoją wiedzę o nowe kapele, nowe gatunki jak np. prog rock czy elektronika i jej wielki prekursor Klaus Schulze. Wszystko to co najlepsze z okresu lat 1960-80. Czasem żałuję, że nie urodziłem się w tamtych czasach w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, aby być naocznym świadkiem tamtych wspaniałych wydarzeń muzycznych. Ale z drugiej strony odkrywanie muzycznej przeszłości jest równie fascynujące, zwłaszcza, że teraz też są na świecie ludzie, którzy tworzą coś pięknie unikatowego.