Antologia Polskiego Bluesa
Opublikowano dnia:
Pierwsze, za co należą się brawa osobom odpowiedzialnym za to wydawnictwo (Mariusz Szalbierz i Polskie Stowarzyszenie Bluesowe) to odwaga. Tego typu przedsięwzięcia narażone są zawsze na ostrzał artyleryjski i to bynajmniej nie ze strony wrogów, lecz przeciwnie – miłośników polskiego bluesa. O zarzuty przecież łatwo. Rzut oka na listę utworów i cóż widzimy? Jest Ryszard Riedel, jest Dżem, ale nie ma Dżemu z Riedlem. Jest Breakout i jest Mira Kubasińska, ale nie ma Breakoutu z Mirą. Dla kilku cenionych formacji bluesrockowych miejsca w ogóle zabrakło. Do nieobecnych należą Harlem i Cree. A nasz najwybitniejszy organista – Wojciech Karolak pojawia się tylko w jednym duetowym utworze ze Sławkiem Wierzcholskim, a i to słychać go na fortepianie. Wytykać podobne braki można by dalej, lecz fakty są takie, że pięć płyt ma ograniczoną pojemność i te, czy inne cięcia musiały mieć miejsce. Jest też oczywiste, że większe wyeksponowanie na przykład Dżemu czy Tadeusza Nalepy w tym zbiorze (czego pewnie wielu by sobie życzyło) nie wpłynęłoby na większą popularność ich muzyki. Natomiast w przypadku współczesnych, przebijających się artystów taka ekspozycja może zadecydować o dalszym rozwoju ich karier. Selekcjoner naszej bluesowej reprezentacji Polski postawił na młodość – chwała mu za to. Postawił też na jak największą przekrojowość i różnorodność stylistyczną – to również cieszy. Żeby jednak zachować spójność i nie męczyć słuchaczy ciągłymi przeskokami gatunkowymi każda płyta koncentruje się na innym obszarze tematycznym – trzeci ewidentny plus tego zestawu. Przyjrzyjmy się po kolei poszczególnym jego krążkom.
Antologia Polskiego Bluesa - "W Stronę Rocka"
- Dżem - Diabelski żart
- Easy Rider - Tylko o jedno proszę cię
- Siódma w Nocy - Watch Yourself
- Mietek Blues Band - Zwykłe słowa
- J. J. Band – Searchin’ For The Blues
- Fire Band - Kolor tęczy
- Blues Doctors - Tak całymi dniami
- Ścigani - Duch podróży
- Free Blues Band - When The Sun Goes Down
- Zdrowa Woda - Nie bądź kiep
- Krzak – Blues h-moll - smuteczek
- Obstawa Prezydenta - Bez forsy i pracy
- Leszek Cichoński - Chevrolet
- Riders - Szara mysz, szara mysz
- Jan Kyks Skrzek i Śląska Grupa Bluesowa - W Siemianowicach
- Berlin Blues - Mystic Driver
- Recydywa - PKP
- Tytuł nie budzi wątpliwości – to przegląd naszej sceny bluesrockowej. Wita nas Dżem (jakżeby inaczej) dynamicznym numerem z ostatniej płyty studyjnej. Charakterystyczne współbrzmienie dwóch gitar, mocna sekcja rytmiczna, klawisze nieodżałowanego Pawła Bergera i młody, świeży głos Macieja Balcara w żartobliwej piosence o zgubnych skutkach hazardowego nałogu. W sam raz, żeby rozbudzić apetyt. Dalej mamy Easy Ridera w podniosłej piosence wzbogaconej o organy Rafała Rękosiewicza. Świetnie zagrane i znakomicie zaśpiewane przez Olka Górnego, którego głos w wysokich rejestrach przywodzi mi na myśl młodego Steve’a Walsha z wczesnych płyt Kansas. Kolejny utwór to żwawo kołyszący bluesowy standard w wykonaniu Siódmej w Nocy. Po nim czas na bluesową balladę w wykonaniu Mietków. Jak zawsze u nich – chicagowskie brzmienie, wysmakowana instrumentacja i głęboki głos Romualda Sławińskiego – jednego z najwybitniejszych lecz niestety niedocenionych polskich wokalistów bluesowych. Mocne wejście ma młody, lecz już obrosły legendą J.J. Band – reprezentuje ich tu skoczny numer z autobiograficznym tekstem i popisami instrumentalistów. Po nim czas na Fire Band czyli klan Kunickich z przyjaciółmi. Melodyjna „Dżemowa” w stylu, podniosła piosenka, choć może tylko niepotrzebnie ubarwiona żeńskim mini chórkiem. Blues Doctors leczą nas sugestywnym funkowym rytmem, choć trochę nadużywają chyba powtarzania refrenu. Za to Ścigani serwują nam jeden z bardziej bluesowych utworów ze swej ostatniej, nagrodzonej płyty. Jak zawsze świetnie wypada historyczny już szczeciński Free Blues Band Malcherków – tutaj w zgrabnym, nastrojowym bluesie stylizowanym na standard, z ciepło brzmiącą gitarą, wokalem i organami. Nie ma to jak prawdziwe organy a nie syntezatorowy emulator... Z kolei Zdrowa Woda wnosi swoją dawkę humoru w chwytliwym numerze z pogranicza bluesa, piosenki aktorskiej i kabaretu. Nastrój zmienia się potem gwałtownie za sprawą dłuższej, instrumentalnej refleksyjnej kompozycji Krzaka, który mistrzowsko łączy bluesa z jazzrockiem. Po kilku minutach wracamy na terytorium przebojowego bluesrocka prowadzeni przez Obstawę Prezydenta. Świetny numer z mocnym wokalem, gitarą i ciekawą grą perkusisty. Jeszcze bardziej rockowo robi się, gdy na scenę wkracza nasz gitarowy guru i ekspert od Hendrixa – Leszek Cichoński. Jego Chevrolet to mocne gitarowe przyłożenie ze świetnym riffem i solówkami – nie tylko gitarowymi – również Roberta Jarmużaka na klawiszach. Płyta nie zwalnia też w następnym utworze, gdzie trio Riders wzbogacone jest o harmonijkę Sławka Wierzcholskiego. Instrumentarium zmienia się po chwili – słyszymy charakterystyczny głos i fortepian Jana „Kyksa” Skrzeka i jego Śląską Grupę Bluesową w dłuższym utworze z jednej ze swych najbardziej cenionych płyt. Robi się bardzo swojsko, ale... do czasu gdy wejdzie kolejny wykonawca – tym razem z młodszego pokolenia. Berlin Blues serwuje nam specjalnie przygotowany premierowy utwór. Intrygujący, wręcz hipnotyczny rockowy kawałek z ciekawie zaaranżowanymi gitarami, klawiszami i mrocznym wokalem lidera. Całość niczym z filmu Davida Lyncha. Zostaje w głowie. Płyta zbliża się ku końcowi i gwałtownie przyspiesza. Hardrockowy riff, perkusja typu „plaster miodu”, czyli lata osiemdziesiąte w całej krasie. To Recydywa w rozpędzonym numerze o rozpędzonym pociągu. Świetne zakończenie płyty i jeden z moich ulubionych utworów. Niektóre numery z tego krążka o rocka tylko się ocierają. Oczywiście nie przeczy to tytułowi – repertuar miał być zwrócony w stronę rocka, lecz niekoniecznie musiał na rockowe obszary wkraczać. W każdym razie, pomimo sporego zróżnicowania jest to chyba najbardziej spójna i jedna z bardziej przystępnych płyt zestawu. Po zakończeniu niejeden słuchacz będzie miał ochotę ponownie wcisnąć „play” zamiast zmieniać krążek w odtwarzaczu na następny z tego cyklu.
Antologia Polskiego Bluesa - "Damy Polskiego Bluesa"
- Marzena Tarnowska - Polski blues
- Ela Mielczarek - Easy Money
- Aneta Sumara - Puste słowa
- Martyna Jakubowicz - Blues 4 rano
- Karolina Cygonek - Galaktyka marzeń
- Edyta Zaitz - Me Be
- Magda Piskorczyk - All of Me
- Anika - Voodoo Chile
- Joanna Karkoszka - Z pewnością nie ty
- Aleksandra Więtczak – Koniec z końcem
- Ida Zalewska - Careless
- Ola Łysiak - Droga
- Anna Heron – Nie pytaj, która godzina
- Joanna Pilarska - Jest taki świat
- Mira Kubasińska - Czy warto było
- Polskie damy bluesa. w znakomitym towarzystwie swych kolegów – tak moim zdaniem powinien brzmieć pełen tytuł drugiej płyty z serii. Ci koledzy bowiem swym kunsztem dorównują paniom a zdarza się, że nawet je przyćmiewają. Pod hasłem „Polskie damy bluesa”, rzadko bowiem występują tu solistki z akompaniatorami – częściej są to formacje bluesowe z żeńskim śpiewem, czy wręcz instrumentaliści z gościnnym udziałem kobiet. I tak płytę otwiera Marzena Tarnowska ze Sławkiem Wierzcholskim i Nocną Zmianą Bluesa. Przyjemny, czysty głos budzący we mnie raczej skojarzenia z piosenką aktorską niż bluesem. Ładna piosenka i jak zwykle świetna gra grupy. Następny utwór to wejście jednej z naszych największych gwiazd wokalnych – polskiej Billie Holiday, czyli Elżbiety Mielczarek. Słuchając jej głosu w tej jazzującej piosence trudno uwierzyć, że urodziła się nad Wisłą a nie po drugiej stronie Atlantyku. Nie ma natomiast wątpliwości, co do narodowości Anety Sumary i Zbig Bandu, gdyż znów słyszymy język polski. Szybka, przebojowa bluesrockowa piosenka – mocno zaśpiewana i zagrana – bardzo była potrzebna po dwóch spokojnych pierwszych utworach. Tym bardziej, że za chwilę znów robi się melancholijnie, gdy Martyna Jakubowicz z Wojciechem Waglewskim wykonują „Bluesa 4 rano”. Wykonują absolutnie po mistrzowsku: nasuwa mi się obraz wokalistki śpiewającej na wpół do siebie a na wpół do ledwo widocznego świata za oknem pogrążonego w mroku pokoju. To dla mnie jeden z najmocniejszych punktów tej płyty i całej antologii w ogóle. Choć trzeba przyznać, że konkurencja jest duża – za chwilę słyszymy Karolinę Cyganek i ToMi Blues Kapelę w dynamicznej, intrygującej piosence. Potężny głos o oryginalnej barwie w oprawie akompaniamentu pierwszorzędngo bandu z mandoliną i gitarą akustyczną. Kolejna rewelacja i aż ciśnie się na usta pytanie, kiedy oni wreszcie nagrają pełną płytę? Londyńska formacja Q Bee z kolei zachwyca świetnym profesjonalnym brzmieniem i produkcją. Edyta Zaitz śpiewa bardzo ładnie, ale dla mnie w tym utworze liczy się przede wszystkim instrumentacja: gitara, sekcja i Hammond. Stylowa piosenka z sugestywnym pulsem i smakowitymi solówkami. Następna wokalistka zdecydowanie za to przykuwa uwagę swą osobowością i umiejętnościami: to królowa polskiego bluesa ostatnich lat – Magda Piskorczyk, inspirująca się czarnymi wokalistkami i niemożliwa do odróżnienia od nich, jeśli nie ma się przed oczyma jej twarzy. Ciekawa jest tu też akustyczna instrumentacja z wyeksponowanym saksofonem tenorowym. Po utworze akustycznym czas na najbardziej elektryczny w zestawie: hendrixowski klasyk z Leszkiem Cichońskim i Stanem Skibbim na gitarach i Aniką na wokalu z płyty Thanks Jimi. Pomimo towarzystwa dwóch gitarowych luminarzy, Anika nie daje się zjeść w kaszy i jej charyzmatyczny śpiew usuwa na chwilę w cień instrumentalistów. Imponujące, potężne wykonanie. Akustyczne tradycyjne brzmienia powracają z Joanną Karkoszką i Blue Sounds. O ich klasie świadczy najlepiej podpisany niedawno kontrakt z japońską wytwórnią płytową. Kontraktu takiego nie posiadają natomiast Szulerzy z Aleksandrą Witczak przy mikrofonie, lecz nie przeszkadza im to porwać słuchacza w elektrycznym i elektryzującym zarazem numerze „Koniec z końcem”. Potem oczywiście, zgodnie z formułą płyty kolejny numer akustyczny – tym razem w wykonaniu Terraplane z Idą Zalewską jako wokalistką. Tu również (podobnie jak w przypadku Q Bee) wyśmienici instrumentaliści robią na mnie większe wrażenie niż bardzo ładny skądinąd śpiew. Po tym akustycznym, staroświeckim smakołyku szokująco niemal wypada Ola Łysiak z grupą Riders. Wokalnie brzmi to niczym krzyżówka Chylińskiej z Sistarsami, a dodatkowo wzmocnione jest o dość ostre granie zespołu. Mało tu bluesa – dla mnie to raczej soul-rock, ale słucha się świetnie. Soulowo, choć tym razem delikatnie, jest też w piosence następnej, wykonywanej przez Annę Heron a napisanej przez Sławka Wierzcholskiego. Ładny, melodyjny kawałek, bardzo ciepło zaśpiewany, mógłby być przebojem radiowej Trójki. Trójkowym przebojem z innej beczki mógłby być utwór Joanny Pilarskiej i grupy Na Drodze: poetycki i rozmarzony. I tak zbliżamy się do końca płyty, którą zamyka Mira Kubasińska przejmującym, autobiograficznym „Czy warto było” z ostatniej, niedokończonej sesji nagraniowej. Oczywiście wokalistka odpowiada na tytułowe pytanie twierdząco. Podsumowując – kolejny bardzo mocny krążek, rzeczywiście znakomicie zaśpiewany przez wszystkie panie, lecz również interesujący w warstwie instrumentalnej. Jego siła polega przede wszystkim na tym, że śpiewają tu prawdziwe wokalistki, podczas, gdy na pozostałych płytach często wokalnie udzielają się instrumentaliści, nie zawsze obdarzeni mocnymi gardłami. Poza tym, płyta nie ogranicza się do czystego tradycyjnego bluesa – jest otwarta na nowsze prądy w ramach gatunku i tym bardziej powinna przypaść do gustu szerokiemu gronu słuchaczy.
Antologia Polskiego Bluesa - "Nasi Śpiewają Standardy"
- Schau Pau Acoustic Blues - Whiskey And Wimmen
- Tipsy Drivers - I Wish You Would
- McMahon & Kamiński - My Girl
- Easy Rider - Cottonfields Back Home
- J. J. Band – Roxanne
- Terraplane - Don't You Lie To Me
- Tortilla Flat - Sloppy Drunk
- Mietek Blues Band - Key To The Highway
- Jacek Spruch & The Old Time Band - Alabama Jubilee
- Devil Blues – You Don’t Have To Go
- Magda Piskorczyk - Muddy Water Blues
- Teenage Beat - I Had My Fun
- Tadeusz Pocieszyński & The Bluesmobile Band – Got My Mojo Working
- Romek Puchowski - Preaching Blues (Up Jumped The Devil)
- Wielka Łódź – Same Thing
- The Cooks - You Can’t Judge A Book By It’s Cover
- Los Agentos – Tush
- Boogie Chilli - Who Do You Love?
- Pierwsze dwie części zestawu dowodzą, że „nasi” potrafią mocno zagrać a „nasze” – równie mocno i przejmująco zaśpiewać. Trzecia płyta zwraca się w stronę tradycyjnego repertuaru. Jak wypada polska bluesowa elita śpiewając standardy? Oczywiście wypada świetnie, choć sądzę, że tytuł „Nasi wykonują standardy”, czy wręcz „Nasi grają standardy” byłby trafniejszy. Tak naprawdę bowiem, właśnie o granie głównie tu chodzi. Śpiew – obcych tekstów i w obcym języku jest w niektórych utworach drugorzędny wobec emocji, którymi emanują instrumentaliści. Można tu wyróżnić kilka typów wykonawców. Po pierwsze – wybitne elektryczne grupy bluesowe i bluesrockowe młodego pokolenia, często rywalizujące w plebiscytach o tytuł najlepszego zespołu koncertowego: JJ Band, Boogie Chilli czy Devil Blues. Znakomicie wypada Devil Blues w nagraniu koncertowym tryskającym energią i spontanicznością, gdzie znalazło się miejsce i na solówkę gitarową i na soczystego Hammonda. JJ Band proponuje z kolei bluesową wersję Roxanne – to ich sztandarowy koncertowy numer od lat, subtelnie zaśpiewany, z jedną z najpiękniejszych gitarowych solówek lidera. Boogie Chilli zaś, jak na tę nazwę przystało gra klasyczne boogie Bo Didleya „Who Do You Love”. Mocna, rytmiczna rzecz podrywająca z fotela. Drugą kategorię stanowią nieco starsi, lecz również mocno elektryczni wykonawcy, którzy swoją charakterystyczną bluesową stylistykę wypracowali przez lata, np. Mietek Blues Band, Easy Rider czy Tadusz Pocieszyński i jego Bluesmobile Band. Wszystkie te formacje to renomowane firmy, jeśli chodzi o aranżacje, feeling, lekkość i finezję solistów czy indywidualne, sugestywne brzmienie sekcji rytmicznych. Pod względem wokalnym na szczególne wyróżnienie zasługuje Mietek Blues Band ze znakomitym Sławińskim – to prawdziwy mistrz bluesowych standardów. Większość pozostałych wykonawców to zespoły i soliści akustyczni, pół-akustyczni bądź elektryczni o bardziej staroświeckim zacięciu i ambicjach odwołujących się do bogatej bluesowej historii. Każde z nich ma tu własne założenia stylistyczne i świetnie realizuje swój program artystyczny w ramach tych założeń. Słuchanie ich oprócz przyjemności czysto estetycznej ma również spore walory poznawcze – zbliża nas do bluesowych korzeni, które rzadko mają okazję zagościć na falach radiowych czy telewizyjnych.Oczywiście przedstawiona klasyfikacja jest bardzo umowna a różnice muzycznych osobowości znajdują swe odbicie w indywidualnych brzmieniach poszczególnych wykonawców. Poza tym pewni wykonawcy wymykają się wszelkim łatwym podziałom. Chociażby Los Agentos, które mimo akustycznego instrumentarium brzmi bardzo świeżo i nowocześnie w swej wersji klasyka ZZ Top i bez większych problemów przeskakuje oryginał pod względem wokalnym.Ogółem krążek utrzymuje wysoki poziom artystyczny poprzednich części, lecz może być ciut trudniejszy w odbiorze ze względu na pewne odniesienia historyczne. Tym większa jednak satysfakcja słuchaczy, którzy właśnie bluesowo-korzenne pierwiastki cenią i tym większa korzyść poznawcza tych, którzy się z nimi dopiero oswajają.
Antologia Polskiego Bluesa - "Blues i Okolice"
- Green Grass – Pociąg widmo
- Dudek Symphonic – Kameralny blues
- Gang Olsena – Białe myszy, dzikie koty
- Jacek Spruch and the The Old Time Band – The Row
- Grzegorz Kapołka Trio – For John Lee
- Boogie Boys – Boogie-woogie całą noc
- Tadeusz Pocieszyński & The Bluesmobile – Pojedynczy człowiek
- Krakowska Grupa Bluesowa - Jak zwał, tak zwał
- Bartek Łęczycki – Meisterklasse Boogie
- Kasa Chorych - Puls
- Jaromi – Gdy zapłacą mnie pieniążki
- Wierzcholski/Karolak – Piątek wieczorem
- Bogdan Szweda & Easy Rider – La Femme Défendue
- Doktor Blues – No Matter How She Done It
- Adam Kulisz – Boogieman
- Limbo – Milkcow’s Calf Blues
- Tortilla – Miasto płonie
- Paweł Szymański – Za późno by płakać
- Banaszak & The Best - Mam czas
- Teksasy – O tak musi być
- Sławek Wierzcholski – Przejściowy stan
- Niezupełnie rozumiem klucz, według którego wybierano nagrania na czwartą płytę Antologii, nawet zgrabny tekst Mariusza Szalbierza niewiele tu tak naprawdę wyjaśnia. Można odnieść wrażenie, że znalazło się tu wszystko to, dla czego zabrakło miejsca na płytach pozostałych, lub, co wymykało się jednoznacznej klasyfikacji. W efekcie mamy płytę bardzo eklektyczną i mogącą stanowić pewne wyzwanie dla osób mniej obeznanych z bogactwem bluesa. Po pierwsze – momentami jest dość jazzowo, jazzowo spod bardzo różnych znaków. Otwierający płytę Green Grass w interesujący sposób łączy bluesa z awangardowymi partiami trąbki. Bluesowo-swingowa piosenka Tortilli wzbogacona jest o jazzową partię saksofonu altowego Jacka Wróblewskiego. Po bluesowo-jazzowym pograniczu prowadzą nas również stylowi przewodnicy w osobach Sławka Wierzcholskiego i Wojciecha Karolaka. Ta zgrabna piosenka i świetna partia Karolaka budzą żal, że tego ostatniego nie ma więcej na Antologii. Kilkoro wykonawców brzmi jakby urwało się z płyty poprzedniej – ze standardami. Szczególnie Jacek Spruch, Doktor Blues, Grzegorz Kapołka Trio, Bartek Łęczycki czy Limbo. Tyle, że z wyjątkiem Limbo i Doktor Bluesa prezentują oni materiał autorski. Natomiast sama stylistyka i wysoka jakość kompozycji budzą „standardowe” skojarzenia. Na szczególną uwagę zasługują tu Boogie Boys, czyli dwaj pianiści i perkusista reprezentujący Polskę w tym roku na International Blues Challenge w Memphis, oraz Bartek Łęczycki uznawany za najwybitniejszego polskiego harmonijkarza młodego pokolenia i pojawiający się na naszej scenie w bardzo różnych kontekstach: od nowoczesnego elektrycznego bluesa, przez staroświeckie akustyczne klimaty po różnorakie okazjonalne projekty. Nie zabrakło tu również elektrycznego gitarowego grania – Kasa Chorych, Bogdan Szweda z Easy Rider, czy Teksasy mogłyby równie dobrze pojawić się na pierwszej płycie zbioru. Szczególnie Kasa Chorych zachwyca w nagraniu koncertowym – piękne, soczyste współbrzmienie dwu gitar może kojarzyć się z legendarnym The Allman Brothers Band. Easy Rider przypomina o klasie swych instrumentalistów a Teksasy i zapraszają do pląsów. Taneczny jest też rock’n’rollowy „Mam czas” Banaszak & The Best czy „Miasto płonie” Tortilli z gościnnym saksofonem Jacka Wróblewskiego. Najciekawiej z tej tanecznej trójki wypada moim zdaniem Tortilla, która najbardziej przyłożyła się do kompozycji i tekstu.Kilka utworów imponuje aranżacyjnym rozmachem. Na przykład w wartkiej bluesrockowej piosence Gangu Olsena zagrało i zaśpiewało łącznie dziewiętnaście osób, w tym siedmioosobowa sekcja dęta. „Kameralny blues” Irka Dudka rozplanowany został na dwunastu muzyków. Krakowska Grupa Bluesowa to tylko sekstet, ale niektórzy jego członkowie grają na trzech różnych instrumentach i dodatkowo wspierani są przez harmonijkę Sławka Wierzcholskiego.Dużo jest też melodyjnych bluesowych piosenek autorskich snujących różne historie. Adam Kulisz zabawia i kołysze nas swoim Boogiemanem, Paweł Szymański przekomarza się ze słuchaczem w „Za późno by płakać”, a Jaromi (samozwańczy Jaś Fasola polskiego bluesa) daje próbkę swego specyficznego humoru w pastiszowym „Gdy zapłacą mnie pieniążki”. Bardzo ładną, subtelną piosenkę ma Bluesmobile Tadusza Pocieszyńskiego z wyeksponowanym Adamem Niedzielinem na elektrycznym pianinie. Swą pogodną refleksją na temat śmiertelności dzieli się z nami Sławek Wierzcholski.Trudno ocenić tę płytę jako całość, bo całości te utwory nie tworzą, choć sąsiadują ze sobą na jednym nośniku. Trzeba jednak przyznać, że jeśli twórcom Antologii zależało na podkreśleniu stylistycznej różnorodności polskiego bluesa, to właśnie ten krążek realizuje ów cel najlepiej.
Antologia Polskiego Bluesa - "Blues Mieszka w Polsce"
- Pawkin - Blues mieszka w Polsce
- Breakout - Kiedy byłem małym chłopcem
- Kasa Chorych - Boogie dziadka Skiby
- Martyna Jakubowicz - Blues o zużytych butach i szczęśliwym końcu szerokiej drogi
- Irek Dudek - Flute Tune
- Jan Skrzek - To był chłop
- Leszek Winder - Blues o śmierci
- Elżbieta Mielczarek - Poczekalnia PKP
- Nocna Zmiana Bluesa i Ryszard Riedel - Hotelowy Blues
- Roman ,,Pazur’’ Wojciechowski – Jak psu kość
- Blues Flowers - Nie będę grzecznym chłopcem
- After Blues - Mój raj
- Sławek Wierzcholski i Dżem - Wodnik – rozrywkowy bar
- Kłusem z Blusem - Boogie dla króliczka
- Adam Kulisz - Jaromkowy blues
- Jąkpa Blues Band - Blues 40-tej Ulicy
- Tadeusz Nalepa – To mój blues
Po trochę, moim zdaniem, słabszej płycie czwartej przychodzi czas na piątą – nasz wielki finał. Tym razem wybór utworów ukazuje to, co w polskim bluesie najbardziej polskie, podkreśla polski wkład do rozwoju gatunku i akcentuje typowo polskie tematy podejmowane w warstwie lirycznej. Tytułowa teza zostaje dowiedziona bardzo przekonująco, w siedemnastu odsłonach. Trochę więcej jest tym razem nagrań historycznych – sprzed kilkunastu i więcej lat. Płyta budzi też więcej wzruszeń. Trzech spośród występujących tu artystów nie ma już przecież wśród żywych: Tadeusza Nalepy, Ryszarda Riedela i Ryszarda Skibińskiego. Sam temat śmierci podejmowany jest w dwu utworach: instrumentalnym Leszka Windera i górniczym bluesie Jana Skrzeka. Ogółem jednak płyta traktuje o życiu i choć jest to życie w specyficznych polskich realiach, to jej ostateczna wymowa jest pozytywna i uniwersalna. Rozpoczynamy tytułową piosenką Sławka Wierzcholskiego w wykonaniu Pawkina, z udziałem Marka Raduli na gitarze i samego autora na harmonijce. Mocno, rasowo zagrane i zaśpiewane. Potem słyszymy najsławniejszy polski bluesowy numer wszechczasów – historyczne „Kiedy byłem małym chłopcem” Breakoutu. Następnie starą dobrą Kasę Chorych jeszcze z Ryszardem Skibińskim na harmonijce i swojskiego bluesa Martyny Jakubowicz. Swojsko brzmi też oczywiście Irek Dudek. Po nim czas na wspomniane już refleksyjne utwory Jana Skrzeka i jego kolegi ze Śląskiej Grupy Bluesowej – Leszka Windera. Elżbieta Mielczarek przywraca nas do rzeczywistości w „Poczekalni PKP”. Gratkami dla fanów Dżemu i Nocnej Zmiany Bluesa są dwa symetryczne nagrania: Nocna Zmiana Bluesa z Riedlem na wokalu i Dżem – dla odmiany ze śpiewem Wierzcholskiego. Obydwa są znakomicie, choć bardzo różnie od siebie zagrane i obydwa zdradzają rękę autora – Sławka Wierzcholskiego. Obydwa też ukazują odpowiednio Riedela i Dżem w trochę innym niż zwykle kontekście. Dalej porusza nas podniosły „Jak psu kość” Romana Wojciechowskiego (jednego z najbardziej charyzmatycznych wokalistów na polskiej scenie bluesowej) z Sebastianem Riedelem na gitarze. Lepiej niż poprzednio wypada Jaromi z Blues Flowers w swoim hicie „Nie będę grzecznym chłopcem”. Mocno i bogato, pomimo skromnego składu personalnego, brzmi After Blues. Jak zwykle żartobliwą swojską piosenkę boogie serwuje nam Adam Kulisz. Podobnie pogodne, choć bardziej energiczne jest „Boogie dla króliczka” Kłusem z Blusem. Po nich następuje stylowy, rozbudowany blues grany przez Jąkpa Blues Band. Ciekawie współbrzmi tam pianistyczne solo z organami Hammonda grającymi w tle, jest też harmonijka i oczywiście obowiązkowa długa solówka gitarowa. Ta nowa formacja złożona z doświadczonych muzyków nagrała świetny debiutancki krążek, który już zjednał sobie wszystkich bluesowych krytyków. Wreszcie płytę symbolicznie zamyka Tadeusz Nalepa osobistą w treści piosenką „Mój blues” z lat osiemdziesiątych, którą oczywiście dziś odbiera się zupełnie inaczej niż kiedyś. Choć pozornie różnice nie są duże, to jednak inne rozłożenie akcentów sprawia, że piąta płyta zestawu jest odmienna od poprzedniczek: trochę mniej rozkołysana, a trochę bardziej skupiona. Mimo, że zawiera swoją dozę radosnej zabawy, pozostawia słuchacza raczej w nastroju zadumy – i nad muzyką i nad losami jej twórców. Biorąc pod uwagę, że to ostatni krążek zestawu naturalne są też refleksje nad historią polskiego bluesa i jego stanem obecnym. Dobrym przewodnikiem są tu dla nas eseje Mariusza Szalbierza zawarte w eleganckich książeczkach do poszczególnych krążków, gdzie obok informacji powszechnie znanych natrafiamy też na ciekawostki a całość pozwala uporządkować sobie w głowie naszą bluesową historię i współczesność i jaśniej dostrzec zależności pomiędzy nimi. Oczywiście końcowy wniosek nikogo nie zaskoczy. Blues jak przystało na muzykę korzenną, nawet w warunkach mało sprzyjających ekonomicznie, czy politycznie, pomimo naszej czasem suchej i twardej gleby sięgał zawsze korzeniami do źródła i wydawał owoce. Niniejsze sześć godzin muzyki jest tego najlepszym dowodem. W porównaniu ze skalą bluesowego zjawiska jest to tylko niewielka próbka. Ale smakuje wybornie.
Rafał Szłapczyński










.png)






















