Wywiad z zespołem Leash Eye
Opublikowano dnia:
MusicSerwis.com.pl: Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz. Powstaliście w 1996 roku, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się „kręcić” po wydaniu debiutanckiej płyty w 2009 roku. Wygraliście liczące się konkursy - choćby organizowany przez Antyradio czy imprezę, która kojarzy mi się z muzyką bluesową, czyli festiwal Miry Kubasińskiej; zagraliście na kilku potężnych festiwalach m.in. Wacken Open Air czy Sonisphere. Mocne portfolio…
Leash Eye: Kręcić się zaczęło trochę wcześniej, bo w momencie pojawienia się w składzie Sebastiana oraz co zbiegło się z otworzeniem klubu Progresja, który w sposób wzorcowy dał kopa na rozpęd całej Warszawskiej scenie rock-metal. Wcześniej zespół grał raczej mało. Co do ostatnich wydarzeń, to apogeum swojej działalności osiągnęliśmy w 2011 kiedy to wzięliśmy udział w wymienionych wydarzeniach. Preludium do tego było wydanie płyty V.E.N.I w 2009 oraz singla „From Hell To Wyoming” w 2010.
Były też niezłe rotacje personalne - mam rozumieć, że udało się zażegnać ten problem?
Rotacje w składach to rzecz normalna moim zdaniem. Zwłaszcza na początku. Ważne żeby to przetrwać. Od kilku lat mamy ten sam skład wzbogacony w 2009 o Voltana… Mam nadzieję, że przetrwamy tak jeszcze kilka lat.
„V.I.D.I” moim zdaniem jedną z lepszych płyt wydanych w Polsce, w 2011 roku. Przyznam się, że zwlekałem z pierwszym przesłuchaniem – jestem zdeklarowanym fanem wszystkiego, co można nazwać Sounthern Rockiem, a Waszą muzykę właśnie tak określają. Czy taki był Wasz zamysł - iść w stronę „południa”?
Bardzo dziękuję za tak dobra ocenę V.I.D.I. Wiesz…ja mam silne południowe korzenie, bo pochodzę z Ostrowca Świętokrzyskiego, a Sebastian urodził się w okolicach Wrocławia, Ale żarty na bok…Rzeczywiście dostajemy często łatkę stoner albo southern, ale tak na prawdę to gramy nowoczesnego hard rocka z elementami southern czy stoner. My nazywamy swoją muzykę Hard Truckin’ Rock, natomiast rzeczywiście sporo w niej jest odniesień mogących sugerować nasze południowe fascynacje. No ale nie ma się czemu dziwić, bo południe stanów to moc wspaniałych muzyków i wokalistów tworzących niesamowity klimat. Wystarczy zobaczyć ile daje fascynacja tym rejonem największym takim jak Zakk Wylde czy nieodżałowany Dimebag. Okazuje się ze metal z domieszką południa jest czymś kompletnym.
W powstanie płyty było zaangażowanych kilka mocnych nazwisk choćby Orion. Jak udało się go namówić do współpracy?
Nie było to specjalnie trudne, bo znamy się od lat, a na dodatek Behemoth wtedy miał przerwę koncertową. Wszystko zbiegło się z powstaniem Sound Division Studio, z którym współpracował Orion. My zawsze chcieliśmy, żeby nagrania nadzorował ktoś spoza zespołu i żeby nie był to tylko realizator(w tym przypadku Heinrich z Vesania). To była doskonała okazja by tego spróbować. Orion okazał się osoba na właściwym miejscu, a jego wiedza studyjna zaskoczyła mnie i to bardzo. Praca z producentem jest bardzo wygodna…jak czegoś nie wiesz, albo nie jesteś pewien to zawsze możesz zapytać producenta i wtedy masz spokój, bo jak coś to wina przechodzi na jego stronę.
Jak się nie mylę to był jego debiut w roli producenta?
Tego nie jestem pewien, ale jest taka szansa i to chyba duża.
Kolejne zaskoczenie to Piotr Cugowski. Wiedziałem, że Piotr lubi podobną muzykę, ale nie spodziewałem się, że zgodzi się na udział w takim projekcie.
Wiesz…my też nie wiedzieliśmy czy się uda dopóki nie zapytaliśmy. Wydaje mi się, że Piotrek sam był zaskoczony tym, że istnieje taka kapela jak Leash Eye, a raczej tym jak gramy. Po przesłuchaniu naszych utworów chętnie przystał na złożoną przez nas propozycje gościnnego udziału na płycie i naszym zdaniem wyszło to bardzo dobrze…Piotr to świetny wokalista i poradził sobie z Trucker Song bardzo dobrze, a my mamy zacnego gościa na płycie.
Długo trwały prace w studio? Nie nagrywaliście tego na setkę – dobre mam informacje?
Zaczęliśmy w lutym 2011 od nagrania bębnów, a płytę po masterze dostaliśmy chyba w lipcu, tak więc zajęło nam to kilka miesięcy, natomiast prawda jest taka, że cała nasza sesja była kilka razy przerywana z powodu zobowiązań koncertowych Oriona i Heinricha. Natomiast nie przeszkadzało nam to zupełnie. Ja nawet lubię jak nie ma pośpiechu. Można sobie wszystko na spokojnie w przerwach poukładać...Oczywiście nadchodzi w końcu moment, w którym zaczyna się już przebierać nogami w oczekiwaniu na finalna wersję, ale tym lepiej ona smakuje, gdy ostatecznie ma się ją w rękach. Jeśli chodzi o nagranie na tzw. „setkę” to jest to niewątpliwie wielkie wyzwanie. Trzeba mieć odpowiednie warunki oraz bardzo dobre przygotowanie i chyba troche więcej pieniędzy. Wydaje mi się, że w tym momencie nie jesteśmy na to gotowi, natomiast bardzo byśmy chcieli.
Z całą sympatią jaką Was darzę, „zarobiliście jednego minusa” – za ostatni koncert w Katowicach: chciałem Was zobaczyć 100% live … i nie wyszło. Dlatego musicie zdradzić rąbka tajemnicy i przyznać się, gdzie planujecie zagrać w ramach pracy promujących nową płytę i kiedy odwiedzicie Śląsk!
No tak…to była słaba akcja, ale wierz mi, że nie mieliśmy na to wpływu. Po prostu czasem los chce inaczej i tak było i tym razem. Musieliśmy odwołać, a raczej przełożyć na inny termin koncerty w Katowicach i w Krakowie i przełknąć gorzką pigułkę. Bardzo zależało nam na tych koncertach, bo tam jeszcze nie graliśmy. Mamy nadzieję, że wiosną 2012 dotrzemy wypełnimy powinność).
Życzę Wam wszystkiego dobrego i ufam, że w niedługim czasie zobaczymy się na Waszym koncercie!
Dziękuję. Też mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
Rozmowa: Michał Orłowski








.png)























Zostaw komentarz